czwartek, 6 lipca 2017

Światło w tunelu

Jeżeli macie alergię na przesłodzone cukierkowe romansidła, to od tej powieści na pewno nie dostaniecie wysypki. A jeżeli kogoś nie przekonują literackie historie o miłości, to może właśnie powinien dać szansę tej książce. Można się bardzo miło zaskoczyć!



Światło, które utraciliśmy to opowieść o życiu kobiety, które składa się z wyborów, kompromisów, rozterek i zawodów. Oczywiście najwyraźniej zarysowany jest wątek romantyczny i rozterki sercowe głównej bohaterki. Już sam fakt, że Lucy, jako narratorka pierwszoosobowa kieruje całe opowiadanie do swej pierwszej miłości, sprawia, że odczuwamy bardzo mocno tę intymną atmosferę zwierzeń i miłosnych wyznań. Zupełnie jakbyśmy czytali czyjś pamiętnik. Na szczęście jednak tutaj miłosny „bełkot” nie zakrył wszystkiego co wartościowe.

Jest w tej powieści coś takiego, z czym będzie mogła utożsamić się każda kobieta (i nie tylko!), niezależnie od wieku – wspólny pierwiastek między nami wszystkimi. Bo każdy z nas przeżywał lub będzie przeżywał kiedyś pierwszą miłość, rozstanie, zwątpienia w związku, trudy zakładania rodziny i wspólnego zamieszkania. Każdy z nas szuka jakiegoś celu w życiu, swojego miejsca na ziemi, przeznaczenia. I o ile jako samotna jednostka możemy z życiem rozprawiać się całkowicie po swojemu, to gdy wiążemy się z drugą osobą, trzeba zawsze brać pod uwagę jej zdanie i jej plan na życie. Ile kroków do tyłu możemy zrobić, ile razy pójść na kompromis, ile razy nie odpuszczać i trwać przy swoim? Czy poświęcilibyście swoje marzenia dla ukochanej osoby?


Udało się autorce utrzymać rozsądną równowagę między romantyzmem a życiowymi realiami. Zgadza się to bardzo z naszymi kobiecymi rozmyślaniami, w których zdarza się nam gloryfikować tę pierwszą miłość, ale są i chwile, gdy potrafimy ją na chłodno oceniać i krytykować: „Boże, byliśmy do bólu pretensjonalni. A może po prostu młodzi. Tacy młodzi”. Niestety nie często w książkach z tego gatunku widzimy takie zdroworozsądkowe podejście głównych bohaterek. A tutaj proszę! Jest po prostu realistycznie i w końcu mamy kogoś z krwi i kości, opowieść o prawdziwym, normalnym, życiu, orbitująca wokół tej jednej ukochanej osoby.

Nie da się czytać Światła… nie myśląc o własnych miłościach, nie próbować przypasować im miana fajerwerków, ognia w kominku czy pożaru. Drogie panie, być może podczas lektury zaczniecie się zastanawiać, czy facet, który śpi obok Was w łóżku, gdy czytacie tę książkę, jest bardziej Gabem czy Darrenem. Czy to spokojna przystań, czy szaleństwo pełne namiętności? Książka nie ma jednoznacznego przesłania. Chyba każdy może interpretować ją na swój sposób w zależności od własnych przeżyć i doświadczeń. Ja dziękuję Jill Santopolo za przypomnienie o zgubnych stronach miłości. Bo to miłość powinna pomagać nam odnajdywać samych siebie i spełniać nasze marzenia, nie możemy pozwolić, by stała się ona ostatecznym celem, kiedy powinna być drogą. Nie można poświęcić wszystkiego – nie można poświęcić siebie dla miłości.


Ten personalny odbiór powieści sprawia, że połyka się ją niezmiernie szybko. Dodatkowo mamy tutaj właściwie tylko jeden wątek, przy czym autorka skupia się na akcji i dawkuje nam historię w krótkich rozdziałach – jest wszystko, czego potrzeba, by nie móc oderwać się od lektury. I można by stwierdzić, że w swojej konstrukcji i założeniach Światło, które utraciliśmy jest nieskomplikowane i proste, jednak jest w nim jakaś magia, coś niezwykle przyjemnego, co budzi ogromną sympatię. Nie można też nie wspomnieć o Nowym Jorku, w którym rozgrywa się większość zdarzeń opisanych w książce, i któremu całość została dedykowana. To miejsce nie jest bez znaczenia. Santopolo jest z nim mocno związana, co przelewa na karty książki, a stamtąd trafia wprost do czytelnika.

Przyznaję, że naprawdę się wzruszyłam, czytając zakończenie tej historii. Trochę między wierszami autorka dawała znać, czego możemy się spodziewać, więc teoretycznie wielkiego zaskoczenia nie było, ale sam fakt i sposób, w jaki to wszystko zostało rozegrane, potrafił mnie chwycić za serce. A do tego właśnie służą książki – by wywoływać w czytelnikach emocje. Światło, które utraciliśmy na pewno wywoła w Was emocje i to te z gatunku przyjemnych. Na mojej twarzy na pewno będzie pojawiał się uśmiech, gdy będę wspominać tę lekturę.



Światło, które utraciliśmy
Jill Santopolo
Wydawnictwo Otwarte
2017

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się tą wiadomością z innymi.
Polub, udostępnij, napisz komentarz, podaj dalej!