środa, 5 kwietnia 2017

Dobra filozofia w złym wydaniu

Szczerze mówiąc, nie do końca wiem co mam myśleć o tej książce. Pierwsze wrażenie po przekartkowaniu? Marnotrawstwo papieru. Ale to przecież filozofia – nie spodziewam się, że zrozumiem wszystkie jej aspekty, mogę jedynie z grubsza pojąć teorię. A z niej tyle: wydawca chciał wydać książkę, więc ją wydał.


Jak dla mnie Ułamki filozofii zostały po prostu źle wydane. Czasem na całej stronie jest tylko jedno czy dwa zdania. Może trzeba było zmniejszyć format publikacji albo całkowicie zaniechać jej ponownego wydawania. Oprócz oczywistego ekonomicznego względu to już dla samej wygody czytelnika, Prószyński i S-ka powinno wydrukować tę książkę w mniejszym formacie. Można by ją wtedy zmieścić w niewielką kieszeń, czy to spodni, czy torebki i zabrać ją ze sobą wszędzie, rozważając filozofię Kanta i Schopenhauera w tramwaju, między wykładami, stojąc w korku lub pałaszując kanapkę podczas przerwy w pracy. Do tego jeszcze zakładka w formie wstążki i mielibyśmy śliczną książeczkę. Wiem, niestandardowe formaty kosztują więcej, a czytelniczy rynek jest bezwzględny i w dużej mierze – nie oszukujmy się – rządzi się pieniądzem. Wydawnictwo to firma jak każda inna. Byłoby to zbyt duże ryzyko dla wydawcy, a koszty produkcji nieadekwatne do zysku.

Do autorów zastrzeżeń mieć nie mogę. Zgadza się, autorów. Warto podkreślić, że jest ich dwoje, choć córka Kołakowskiego na własną prośbę nie została wymieniona na okładce i kartach tytułowych. To, że tekst powstał z udziałem dwóch twórców, dodaje smaku, choć widocznego podziału pracy czytelnik nie zobaczy. Część pisana była wspólnie, część osobno, ale w żaden sposób nie wyczułam różnic i dysharmonii między poszczególnymi tekstami, nie da rady wskazać palcem: „o tutaj to Pani Agnieszka”.


Teoretycznie po Ułamki filozofii może sięgnąć każdy, ale polecam je bardziej tym, którzy, chociażby jako tako potrafią odnaleźć się w filozoficznej przestrzeni, mają świadomość co z czym połączyć i dlaczego – wtedy najpełniej można zrozumieć wywody Kołakowskich. Broń Boże nie można potraktować tej książki jako kurs podstawowy myśli filozoficznej, bo jej celem nie jest przekazywanie czytelnikowi wiedzy. To komentarz do cytatów filozofów. Czy cytatów „najbardziej wysłużonych i najczęściej cytowanych”, jak informuje strona tytułowa? Raczej nie. Większości z nich nie nazwałabym wysłużonymi.

Nie jest to książka, która powinno się czytać jednym ciągiem. Myślę, że bardziej jej doświadczymy i docenimy, gdy dziennie przyjmiemy jedną porcję filozoficznego wywodu. Możemy ją kontemplować cały dzień, wracać do niej, porównywać swoje odczucia i przekonania z fachowym komentarzem autorów. Ale przede wszystkim musimy myśleć – jeśli żaden z cytatów nie pobudzi nas do refleksji, to czytając Ułamki filozofii zmarnowaliśmy czas.


Nie śmiem wysuwać uwag co do pracy Kołakowskich – nie jestem godna robić przytyków autorytetom, inna sprawa, że nie znalazłam ku temu powodów. W przypadku tej publikacji wyrzuty mogę czynić jedynie wydawcy, którego najlepszą decyzją było zwrócenie się do wybitnego polskiego filozofa, choć można wyczuć, że nie wykorzystał odpowiednio potencjału drzemiącego w jego osobie i nie przetworzył go na przyjazną i potrzebną czytelnikowi książkę, taką, którą chce i musi mieć na półce.

To właściwie reedycja wydania z 2008 roku, ten sam format, ta sama ilość stron, też twarda okładka… Zrobiono tylko lifting, tak aby wizualnie wpasować się w potrzeby rynku. Szkoda, że nie włożono w to więcej serca.


Ułamki filozofii
Leszek Kołakowski
Prószyński i S-ka
2017

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Podoba Ci się ten wpis? Podziel się tą wiadomością z innymi.
Polub, udostępnij, napisz komentarz, podaj dalej!