Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzikie karty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzikie karty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Szalejący dżokerzy

Trzecia już część antologii science fiction pod redakcją George’a R.R. Martina, to dla mnie jednocześnie najlepszy i najgorszy spośród tomów, które jak dotąd wydano w Polsce. Formą przerasta swoich poprzedników, ale treść… Chociaż fabuła jest ciekawa, to wykonanie mnie zawiodło.



środa, 27 stycznia 2016

Druga szansa

Po pierwszym spotkaniu z Dzikimi kartami miałam raczej negatywne odczucia – okazały się dla mnie zbyt dzikie. Zupełnie nieokrzesane przez Martina, którego ogromne nazwisko na okładce wydawało mi się jedynie wabikiem dla fanów Pieśni lodu i ognia. Skusiłam się jednak na kolejną odsłonę antologii i (prawie) wcale nie żałuję.



piątek, 27 lutego 2015

Zbyt dzikie karty

Dałam się uwieść opisowi zapewniającemu o nagłych zwrotach akcji, interakcjach i złożoności wątków rodem z Pieśni Lodu i Ognia. Lecz jak to często bywa, za piękną okładką i miłymi słówkami kryje się takie sobie coś tam. Głupia ja. Niczym dziecko w gęstej marketingowej mgle.